System kaucyjny – brakuje danych, rozliczeń i transparentności

Dodano:
Tomasz Suligowski, prezes OK Operatora Kaucyjnego
System kaucyjny w Polsce zebrał już ponad 3,2 mld opakowań. Zdaniem Tomasza Suligowskiego, prezesa OK Operatora Kaucyjnego, sama liczba zwróconych butelek i puszek nie wystarczy jednak do oceny jego skuteczności. Równie ważne jest to, ile materiału rzeczywiście trafia do recyklingu i co dzieje się z pieniędzmi z nieodebranych kaucji.

Do końca lata cały system kaucyjny zebrał już ponad 3,2 mld opakowań, czyli średnio 86 na każdego Polaka. Czy to już jest sukces, czy trzeba czekać na ostateczny wynik?

Trochę czasu już upłynęło i zebraliśmy znacznie więcej opakowań. Sam Operator Kaucyjny zebrał ich ponad 1,25 mld. Z perspektywy zbiórki to dobry wynik. Jesteśmy już po letnim piku, ale systemu kaucyjnego nie powinniśmy oceniać wyłącznie przez pryzmat liczby zebranych opakowań. To oczywiście wynik, który jest mocno komunikowany medialnie i widoczny dla konsumenta, ale system kaucyjny to coś więcej niż sama zbiórka.

Został stworzony przede wszystkim po to, by zebrany materiał ponownie wykorzystać, a przede wszystkim poddać recyklingowi.

Po to wprowadziliśmy system, który jest droższy niż korzystanie ze zwykłego żółtego worka i który nakłada na konsumenta nowe obowiązki, wymagając wyrobienia nowego nawyku. Dla jednych jest to atrakcyjne, dla innych – szczególnie w pierwszym roku funkcjonowania systemu – uciążliwe. My jednak patrzymy na niego z dużo szerszej perspektywy. Sam zwrot opakowania to tylko czubek góry lodowej. System ma dwa najważniejsze filary, a pierwszym z nich jest właśnie recykling. Dlatego trzeba odpowiedzieć na pytanie, ile materiału, który zebraliśmy, rzeczywiście trafia do recyklingu.

Jakie są w takim razie wyniki po letnim piku?

Tego panu nie powiem.

Dlaczego?

Ponieważ w Polsce działa sześciu operatorów, takie dane może posiadać wyłącznie ministerstwo, ale ono również ich nie ma. Jeśli chodzi o OK Operatora Kaucyjnego, wiemy, że z 1,25 mld zebranych przez nas opakowań przekazaliśmy do recyklera prawie 29 tys. ton materiału. Najpierw go doczyściliśmy i posortowaliśmy według kolorów, a następnie, z niewielką stratą na tzw. balaście, czyli odpadach takich jak etykiety, przekazaliśmy do recyklingu.

Ten materiał wróci później w jakiejś postaci do obiegu – przede wszystkim jako butelka czy puszka. To również jest istotne: mówimy o materiale, który może zostać ponownie wykorzystany do produkcji opakowań mających kontakt z żywnością, a nie na przykład błotnika samochodowego. Drugim filarem systemu są finanse. W mediach dużo mówi się o tym, że przy szacowanych 10 mld opakowań rocznie mówimy o około 5 mld zł depozytu konsumenckiego. To ogromne pieniądze. Przy sześciu operatorach ministerstwo powinno więc mieć pełną wiedzę o tym, co dzieje się z tym strumieniem finansowym.

Po prawie roku funkcjonowania systemu powinniśmy usiąść i zastanowić się, co jeszcze wymaga dopracowania. Dziś znacznie lepiej widzimy, gdzie pojawiają się dysfunkcje, co trzeba dopisać, poprawić czy znowelizować. Przede wszystkim chodzi jednak o to, żeby system był bezpieczny i skutecznie realizował swój podstawowy cel, czyli recykling.

Czego z pana perspektywy najbardziej brakuje dziś w systemie? Co przydałoby się w nim zmienić?

Przede wszystkim brakuje instytucji parasolowej, która zbierałaby dane od wszystkich operatorów i miała nad nimi pełną kontrolę. Te informacje powinny być przekazywane praktycznie w czasie rzeczywistym. Chodzi nie tylko o dane dotyczące liczby wprowadzonych i zebranych opakowań, ale również o to, ile materiału trafiło do recyklingu i co się z nim później stało. Potrzebne są także dane finansowe. Powinna powstać swego rodzaju izba clearingowa, dzięki której państwo miałoby pełną wiedzę o przepływach pieniędzy w systemie. Dziś dużo mówi się o nieodebranej kaucji, ale w ustawie nie ma nawet definicji tego pojęcia. To jeden z najbardziej zapalnych punktów całego systemu, szczególnie w kontekście finansów.

Skoro nie mamy definicji nieodebranej kaucji, co w takim razie dzieje się z depozytem, z kaucją, która zostaje nieodebrana?

Na chwilę obecną środki te znajdują się na kontach operatorów. Mogę powiedzieć, co dzieje się w OK Operatorze, natomiast ministerstwo powinno mieć wiedzę na temat sytuacji u wszystkich operatorów. W naszym przypadku ta kaucja przede wszystkim nie jest nieodebrana. To pieniądze, które są przekazywane z powrotem do punktów zbiórki. Jesteśmy operatorem, który zbiera ponad dwa razy więcej opakowań, niż wprowadza do systemu. Oznacza to, że mamy środki na pokrycie tylko połowy kaucji, którą musimy przekazać punktom zbiórki.

W związku z tym nie mogę swobodnie zarządzać tym strumieniem pieniędzy. Muszę dodatkowo płacić sklepom za obsługę, czyli tzw. handling i logistics. Sklep nie tylko kupił maszynę, ale musi również ją obsługiwać i regularnie czyścić. Personel musi się nią zajmować, ponieważ urządzenia pracują kilkaset procent ponad swoją normę, m.in. ze względu na wciąż niewystarczający poziom automatyzacji. Wszystkie te koszty są pokrywane z tych środków. Nie dotyczy to jednak każdego operatora, dlatego jest to obszar, którym trzeba jak najszybciej się zająć.

Ministerstwo szykuje nowelizację ustawy. Ma się w niej znaleźć m.in. kwestia instytucji parasolowej, o której pan mówi. Jak powinna wyglądać, żeby rzeczywiście odpowiadała potrzebom operatorów?

To jest skomplikowana kwestia. Nie jestem do końca przekonany, że w nowelizacji są już konkretne zapisy. Z tego, co słyszymy, nie do końca tak jest. Nasza propozycja i wizja takiej instytucji zakłada przede wszystkim, że powinna się ona składać z operatorów, ale jednocześnie mieć nadzór państwowy. Chodzi choćby o stworzenie baz danych dotyczących maszyn – ile ich jest w Polsce, jakie to są urządzenia – a także o monitorowanie przepływów pieniężnych. Taka instytucja powinna mieć również radę, w której skład wchodziliby przedstawiciele producentów, handlu i przedsiębiorstw gospodarki odpadami, ponieważ zajmują się one dzisiaj dosortowaniem materiału. To bardzo ważny element całego procesu. W radzie powinni znaleźć się także recyklerzy, tak abyśmy faktycznie zamknęli obieg surowca.

W planowanej nowelizacji mogą pojawić się także nowe rodzaje opakowań objętych systemem kaucyjnym, m.in. małe butelki szklane, tzw. małpki. Na ile jako operatorzy jesteście dziś technologicznie przygotowani na ich wprowadzenie?

To nie jest pytanie wyłącznie do operatorów, ponieważ współpracuję z punktami zbiórki, mam informacje o tym, jak dziś wygląda sytuacja. Nadal słyszymy, że maszyn jest za mało. Te, które są obecnie zainstalowane w punktach zbiórki, są przystosowane do dwóch frakcji. Jeśli wprowadzimy kolejną, pojawi się problem, bo trzeba będzie doposażyć istniejące urządzenia albo zastosować dodatkowe moduły w większych maszynach. Wielokrotnie powtarzałem, że zanim wprowadzimy kolejną frakcję, powinniśmy dokładnie przeanalizować, z czym się to wiąże. Potrzebna jest analiza ekonomiczna proponowanych zmian i ich konsekwencji. Przede wszystkim jednak, po roku funkcjonowania systemu kaucyjnego, powinniśmy uporządkować to, co już dziś mamy. Dopiero później powinniśmy analizować, czy jesteśmy rzeczywiście gotowi na wprowadzenie kolejnego rodzaju opakowania. Kluczowym celem systemu kaucyjnego nie jest przecież samo sprzątanie lasów czy przestrzeni publicznych. Został on stworzony w zupełnie innym celu. Znikanie plastikowych butelek czy puszek z przestrzeni publicznej jest dodatkowym efektem jego działania.

Mówi pan o tym, że cały czas w niektórych miejscach jest po prostu za mało maszyn. Ile czasu potrzebujemy, żeby ich liczba była wystarczająca?

To zależy. Myślę, że przyszły rok będzie pod tym względem bardzo decydujący.

Widzimy, że główne sieci sklepów – zarówno większe, jak i mniejsze oraz franczyzowe – w większości już wyposażyły się w urządzenia. Część jeszcze będzie je instalować, a my dopiero tworzymy pełną mapę systemu. Istotne jest to, że poradziliśmy sobie z letnim strumieniem opakowań. Pierwsze problemy i obrazki, które pojawiały się w mediach, dotyczyły początku funkcjonowania systemu. Startował on w marcu, kwietniu, najpóźniej w maju i wtedy rzeczywiście pojawiły się braki maszyn. Natomiast w czerwcu, lipcu i sierpniu nie było już takich krytycznych sytuacji, mimo że opakowań było trzy, cztery razy więcej. Widzimy więc, że urządzeń jest już dużo, choć oczywiście będziemy nadal uzupełniać ich sieć. Jako OK Operator wyszliśmy teraz, wspólnie z jednym z producentów, z ofertą skierowaną do punktów, które niekoniecznie są dużymi sklepami, ale mają potencjał pod względem liczby zbieranych opakowań. Chcemy w ten sposób uzupełniać białe plamy na mapie systemu. Takim punktom oferujemy maszynę, przenosząc ryzyko na nas jako operatora. Otrzymują ją bez ponoszenia kosztów zakupu, ani miesięcznych opłat za urządzenie czy jego serwisowanie. Punkt może również otrzymywać wynagrodzenie pozwalające pokryć koszty obsługi urządzenia. Mamy w Polsce wielu producentów takich urządzeń i nie chodzi o to, żeby maszyny znajdowały się wyłącznie w dużych sklepach. Chcemy, żeby były jak najbliżej klienta. Myślę, że potrzebujemy na to jeszcze roku, może trochę więcej, ale kolejny rok powinien wystarczyć.

Wspomniał pan o krytycznym okresie i piku, który był w zasadzie testem dla systemu kaucyjnego w najgorętszych miesiącach. Czego jako operator nauczyliście się przez ten sezon?

Jako operator przede wszystkim sprawdziliśmy, że byliśmy dobrze przygotowani. Wiem, że brzmi to nieskromnie, ale faktycznie u nas wszystko zadziałało bardzo dobrze. Zanim system wystartował, intensywnie go testowaliśmy wspólnie z sieciami, które już wcześniej zbierały butelki, choć nie były one jeszcze objęte systemem kaucyjnym. Chodziło o to, żeby sprawdzić całą logistykę i przygotować się na to, co może wydarzyć się podczas letnich pików. A już wtedy zbieraliśmy naprawdę dużo opakowań.

Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...